Głębiej – czyli o tym, dlaczego dzieci TO robią

Kilkulatek. Biega boso, odmawia włożenia butów. Na ścieżce w parku, albo przy wyjściu z przedszkola lub przy wysiadaniu z samochodu. „Chce postawić na swoim”? „Sprawdza Cię”?, „Buntuje się”? Czy raczej:

  • jest zmęczony i potrzebuje pomocy,
  • poszukuje nowych wrażeń, chce eksplorować świat
  • chce decydować o sobie
  • wygodniej mu bez butów?

Nieustannie pracuję nad wyrabianiem w sobie nawyku, by w kontakcie z ludźmi, szczególnie z dziećmi, nie ślizgać się po powierzchni. Mam tu na myśli sposób, w jaki czytamy to, co dzieci mówią i robią. Samo zdanie sobie sprawy z tego, że zachowanie dziecka może oznaczać różne rzeczy (i często wcale nie to, co przychodzi mi do głowy, kiedy patrzę na to z mojej dorosłej perspektywy), bywa pomocne.

Dzisiaj będzie więc o zaglądaniu pod powierzchnię, o czytaniu dzieci, czyli o interpretowaniu dziecięcych zachowań.

Za każdym zachowaniem Twojego i mojego dziecka coś się kryje. Czasem na pierwszy rzut oka możemy zorientować się, co. Innym razem, pierwsze spojrzenie na sytuację może nas zwieść.

To, jak interpretujemy zachowania dziecka, co w nich wyczytujemy i jakie przypisujemy mu intencje ma wpływ na jakość naszej wzajemnej relacji oraz na to, czy będziemy w stanie je adekwatnie wesprzeć. Dlatego warto nie reagować na samo zachowanie, ale dopiero na komunikat, który z niego wyczytamy. Oczywiście, kiedy dzieje się coś, co wymaga szybkiej reakcji, w celu zapewnienia bezpieczeństwa dziecku, innym lub otoczeniu, trzeba działać bez zwłoki. Nie będę zastanawiać się, dlaczego moje dziecko wybiega na ulicę, tylko je zatrzymam.

Pracę psychologa wspierającego rodziców, widzę właśnie jako rozjaśnianie, interpretowanie, pokazywanie nowych perspektyw i umieszczanie konkretnego zachowania w kontekście etapu rozwoju dziecka. To wszystko ma pozwolić lepiej zrozumieć zachowania dziecka i jego potrzeby. Zawsze jest to poszukiwanie wspólnie z rodzicem. Bo to rodzic, który zna dziecko najlepiej, ma najwięcej informacji, potrzebnych do tego, by to co się dzieje trafnie zinterpretować.

Powstrzymać ocenę

Dziecięce zachowania to tylko warstwa wierzchnia, pewien sygnał, wyraz czegoś, sposób w jaki dzieci chcą o coś zadbać lub coś zakomunikować. To, jak ten sygnał odbieramy, zależy w dużej mierze od tego, co on w nas uruchamia, od posiadanych przez nas przekonań i wiedzy na temat dziecięcego rozwoju. Chcąc się zorientować, o co chodzi w tym, co dziecko robi, dobrze najpierw oddzielić swoje emocjonalne reakcje i narzucające się oceny. Pomocne w tym będzie powiedzenie (do siebie lub do dziecka) tego, co widzimy, opisanie tego, co się dzieje. „Prosiłaś mnie, żebym była przy Tobie, gdy będziesz usypiać. Teraz śmiejesz się, rozmawiasz i wychodzisz z łóżka”. Bez ocen i interpretacji, w rodzaju: „Robi mi to na złość”, „Nigdy nie może leżeć spokojnie”, „Myśli, że mam cały wieczór na sterczenie przy jej łóżku”. Taki suchy opis tego, co się dzieje, pozwala nabrać dystansu i ułatwia interpretację. Otwiera nas na różne perspektywy. Może się też zdarzyć, że dziecko samo odpowie nam, co kieruje jego zachowaniem: „Tak, bo nie chcę jeszcze spać. Chcę, żebyś opowiedziała mi bajkę”. W tej sytuacji coś, co wygląda na niesforność, w rzeczywistości jest poszukiwaniem kontaktu, bliskości. Można się wtedy zastanowić: ile autentycznego kontaktu miałyśmy przez cały dzień? Czy udało się porozmawiać, zatrzymać razem, przytulić, pobyć chwilę na wyłączność? Może nie było do tego wcześniej sposobności?

Ograniczona liczba strategii

Staram się też pamiętać o tym, że dzieci mają ograniczony zasób dostępnych strategii. Nie dysponują tak wieloma sposobami na zadbanie o siebie, jak dorośli. Stosują więc te, które znają i zastosować potrafią, choć czasem mogą nam się one wydawać zupełnie nieadekwatne. Trzylatek, szukając kontaktu z kolegą, potrafi podbiec do niego i go uderzyć albo dołączyć się do zabawy, nie respektując tego, że zabawki używa teraz ktoś inny. Nie dlatego, że chcą zadać ból, sprawić przykrość lub szukają draki. Dlatego, że to jest ich sposób na to, by nawiązać kontakt. Uderzenie powoduje reakcję – dochodzi więc do spotkania. Dopiero z czasem uczą się innych sposobów, szczególnie tych werbalnych („hej, pobawimy się?”), które początkowo są mniej dostępne.

W interpretowaniu zachowania dziecka pomocne jest:

  • Zakładanie dobrych intencji – to jest absolutny basic. Pomaga w tym właśnie rezygnacja z oceny i świadomość, że dziecko właśnie stara się o coś zatroszczyć. Wszelkie pomysły, które zakładają manipulację, złośliwość, arogancję i umyślne utrudnianie życia innym, z góry przekreślam. Szukam sposobu, by w tym, co dziecko robi zobaczyć jego sposób na zatroszczenie się o coś.
  • Odniesienie się do wiedzy, dotyczącej rozwoju dzieci – każdy etap rozwoju, każdy rok życia dziecka, ma pewne typowe osiągnięcia i zachowania. Te zachowania rozwijają się według pewnego, powtarzalnego wzorca. Etapy rozwoju, które trzeba pokonać są jednakowe dla wszystkich ludzi, choć każdy z nas robi to w nieco inny sposób i w różnym czasie. Dlatego wszelkie opisy dobrze traktować jako pewną ogólną prawidłowość mając zawsze na uwadze indywidualność tego konkretnego dziecka, z którym jesteśmy w relacji. Generalnie jednak, dwulatki ćwiczą pokazywanie swojej autonomii i próbują swoich sił w robieniu wszystkiego samodzielnie. Trzy-trzyipółlatki za pomocą różnych zachowań manifestują silną potrzebę rozładowania napięcia emocjonalnego (obgryzając paznokcie, ssąc palec, dłubiąc w nosie, nawijając włosy na palec albo dotykając intymnych części ciała). Siedmiolatki bywają nieco wycofane, budują poczucie własnej tożsamości, więcej obserwują niż działają, lubią słuchać gdy im się czyta, oglądać filmy. Bardzo pomocnym źródłem wiedzy o psychicznym rozwoju dzieci jest książka „Rozwój psychiczny dziecka od 0 do 10 lat” Ilg Frances L., Bates Ames Louise, Baker Sidney M. (GWP Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne). Autorzy piszą: „Dziecięce zachowania mają sens. Na szczęście im więcej rodzice o nich wiedzą, tym więcej sensu potrafią z nich wydobyć”. Jedną z ważnych informacji, przy interpretowaniu zachowań dzieci jest to, że w rozwoju przeplatają się naprzemiennie okresy równowagi i nierównowagi. Często sprawdzenie, w jakim jesteśmy miejscu wiele wyjaśnia i tchnie nadzieją.
  • Spojrzenie na sytuację z perspektywy dziecka – każda sytuacja wygląda inaczej z perspektywy dorosłych 170 centymetrów, a inaczej z perspektywy dziecięcych 90 czy 120. Wsłuchując się w to, co dziecko mówi i robi, staram się uwzględnić etap jego rozwoju emocjonalnego, psychicznego, dostępne mu strategie. Dla mnie ubrudzone farbą ręce to nie problem, ale dla dziecka z nadwrażliwością zmysłową, potworny dyskomfort. Chodzi o to, by przypatrzeć się sytuacji, mimice, słowom i ekspresji i  wyobrazić sobie, co się tu dzieje dla niego.
  • Sprawdzenie, o co dziecko chce zadbać – Marshall Rosenberg, twórca Porozumienia bez przemocy, zwracał na to uwagę, mówiąc, że za każdym zachowaniem, kryje się jakaś potrzeba. Jej odnalezienie, nazwanie i uwzględnienie to właśnie to, czego nam trzeba.
  • Poszukiwanie najprostszych rozwiązań – Oczywiście, zachowania dziecka nie są uwarunkowane jedynie tym, co widać tu i teraz. Konflikty, trudności w relacji, narastające napięcie, mają swoją długą historię. Warto uwzględnić jak najwięcej informacji, jednocześnie jednak nie budując wokół tego narracji, uwzględniającej trzy pokolenia wstecz ;) Patrzmy na to, co pomaga a co szkodzi tu i teraz.
  • OtwartośćZbytnia pewność, fiksowanie się na jednym rozwiązaniu, podchodzenie do sprawy w kategoriach tego, kto ma rację, nie służy kontaktowi, ale odcina nas od dziecka.
  • Sprawdzanie z dzieckiem swoich pomysłów – pytam, czy dobrze rozumiem to, o co dziecku chodzi lub proponuję coś, co wydaje mi się pomocne. Jeśli orientuję się, że za „szaleństwem” stoi potrzeba zabawy, inicjuję zabawę, która pozwoli rozładować napięcie, zmęczyć się fizycznie i pobyć razem. Pytanie jednak ma sens dopiero, gdy sami przeanalizujemy to, co się dzieje. Serwowanie na wstępie pytania: „O co Ci chodzi?” albo „Czemu się tak zachowujesz?” raczej nie zawiedzie nas zbyt daleko. Po pierwsze dlatego, że dziecko czuje się wtedy atakowane, dystansowane, a po drugie – dlatego, że często ono samo nie wie, jaka potrzeba stoi za tym, co robi. Potrzebuje nas, dorosłych, byśmy wsparli je w jej odnalezieniu.

 

 

Pozostańmy w kontakcie! Zostaw swoje imię i adres e-mail, a zapiszę Cię na mój newsletter. Dzięki temu dowiesz się o nowych wpisach na blogu i innych wydarzeniach.

 

  • Aleksandra Peterman- Szlaga

    Mam taką refleksję, że zawodowo i prywatnie obieram taki sposób patrzenia na zachowanie dziecka o jakim piszesz Gosiu. Dostrzegam wielką wartość w szukaniu tego co głębiej, właściwie nam poczucie, ze to jedyna droga w docieraniu do źródła zachowania i doboru odpowiedniego wsparcia. Jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, jak trudną jest to sztuką pozostać w kontakcie z dzieckiem i widzieć więcej, gdy sytuacja dotyczy akcji między rodzeństwem, gdzie dzieci jest dwoje lub troje. Widzę siebie gdy reaguję jeden na jeden, wtedy mam pokłady wrażliwości, cierpliwość i chęć zrozumienia mojego dziecka. To co widzę gdy jest ich dwoje, gdy coś niepokojącego dzieje się między nimi często odbiera mi jasność widzenia i chęć współpracy. To jest to co piszesz Gosiu o uruchomieniu się rodzica, który widzi powierzchnię. Na chwilę obecną pomaga mi jedynie przerwanie akcji , rozdzielenie dzieci i powrót do tego co sie wydarzyło w rozmowie gdy już każde z nas ochłonie.am jednak na sumieniu, wystrzeliwane jak z pistoletu słowa, które daleko leżą od opisywania faktów, a są jedynie zlepkiem mojego gniewu, lęku i frustracji. Może miałabyś ochotę podzielić się swoim doświadczeniem? Jak radzisz sobie z docieraniem głębiej gdy zaangażowanych jest kilkoro dzieci? Pozdrawiam promiennie

    • Cześć Olu, myślę, że wiem o czym piszesz. Rzeczywiście, gdy chcemy zatroszczyć się równocześnie o więcej niż jedno dziecko, albo nawet o jedno, ale towarzyszą temu silne emocje, odpala się masa ocen, przekonań i reakcji, które nikomu nie służą. Mi też. Ja myślę, że właśnie głośne mówienie o tym co widzę, skoncentrowanie się na opisie faktów może być strategią, żeby nie wypalać tego wszystkiego, co się nam odzywa. Przerwanie akcji też widzę jako pomocne, choć pewnie warto szukać sytuacji, w których damy dzieciom poradzić sobie z trudnościami samodzielnie. To, co mi się sprawdza, to staranie by w wkraczając w taką historię uwzględniać oboje, widzieć oboje i czytać dwoje na raz, nie dzieląc na sprawcę i ofiarę. Często zdejmuje to wiele napięcia. Niestety, doświadczam teraz tego, że z trzecim na ręku różnie mi to wychodzi ;)

      • Aleksandra Peterman- Szlaga

        https://uploads.disquscdn.com/images/9b62f641edbb1847838d195976e17ddf7fd3cd8be65fc7415d1b9d0b7dbf09f8.jpg Hej Gosiu, szczerze to myślę, że z małym człowiekiem na rękach to jest prawdziwe mistrzostwo świata widzieć każde dziecko osobno, ale pewnie jest to możliwe z każdą kolejną sytuacją coraz bardziej.

        „widzieć oboje, czytać dwoje na raz” zabieram i zapisuję na mojej tablicy, będę do niej wracałam jak poczuję zbliżającą się falę emocji 😊

        Ciepełko posyłam na dobranoc