Obraz dziecka, które radzi sobie z silnym napięciem emocjonalnym często jest dla dorosłych jakoś trudny: irytujący, zatrważający lub smutny. Ile dzieci, tyle strategii. Obgryza paznokcie, skubie wargę, gryzie rękaw lub ssie palec, krzyczy zamiast mówić, prosi o jeszcze jedną bajkę, uważa, że pomoże mu tylko tablet albo paczka żelków, jest płaczliwe, bądź też co chwilę wpada w złość. Dziecko, które radzi sobie z napięciem znajduje sobie różne strategie, które pomagają mu wrócić do równowagi i różne kanały, którymi chce część tego napięcia upuścić. Większość z tych strategii, jako dorośli, dobrze znamy – sami je stosujemy. Dorośli też zajadają stres, grają na konsoli, żeby się zresetować, gapią się w telewizor dla relaksu. Nie wspominając już o metodach tyleż ryzykownych, co popularnych, jak lampka wina lub kieliszek koniaku.
Okresy wzmożonego napięcia emocjonalnego przeżywa każde dziecko. Towarzyszą one: zmianie (przeprowadzka, adaptacja do przedszkola, rozpoczęcie szkoły), sytuacjom kryzysowym (konflikty, pojawienie się rodzeństwa) lub po prostu – rozwojowi i wyzwaniom, jakie w jego przebiegu podejmują dzieci. Nowe zachowania dziecka i towarzyszące stresowi silne emocje, mogą być dla rodziców niepokojące. Sama znam tę gonitwę myśli: “Co robić, co robić, żeby to się skończyło? Może zabronić? Albo odmówić? Rozbawić? Pocieszyć? Odwrócić uwagę?”.
Jak reagować? Jak towarzyszyć? Co zrobić, by wspierać? I jak odnieść się do strategii, które dziecko wybiera, by sobie pomóc?
Sprawdzenie, co za tym stoi
Choć samo odnalezienie przyczyny nie zawsze pozwoli nam posunąć się do przodu, szukać warto. Często jest tak, że źródło napięcia jest czasowo lub wcale nieusuwalne. Przykład mi dziś najbliższy to pojawienie się rodzeństwa. Okoliczności zmieniają się na całe miesiące (mam na myśli okres, w którym opieka nad dzieckiem pochłania najwięcej czasu i zaangażowania rodziców), a w dłuższej perspektywie na lata – układ relacji w rodzinie bezpowrotnie się zmienia.
Myślę też, że wcale nie o usuwanie przyczyny chodzi. Nie da się uniknąć stresu, kryzysów, trudu i napięcia. Rolę dorosłego widzę raczej w tym, by dziecku towarzyszyć, by być wsparciem, by pomóc mu przez ten trud przejść. Tym właśnie rodzicielstwo bliskości różni się od legendarnego “bezstresowego wychowania”, o którym mówią behawioryści. Nie mamy takiego pomysłu, że dziecko, dzięki szczelnemu nakryciu go kloszem, mogłoby uniknąć napięcia ani że byłoby to dla niego korzystne. Bez wątpienia natomiast, dziecko, do tego, by wrócić do równowagi potrzebuje akceptującej obecności dorosłego. Dorosłego, który sam dba o to, by mieć kontakt ze swoimi emocjami i rozładowywać napięcie w sposób konstruktywny, dzięki czemu dziecko ma się od kogo tego uczyć.
Nie sprawdzamy więc, co stoi za napięciem po to, by usunąć przyczynę i łatwo zażegnać problem. Identyfikując źródło stresu, możemy jednak zastanowić się, czy jest coś, co może dziecku ułatwić mierzenie się z trudną sytuacją i przyjrzeć się temu, jakie były nasze dotychczasowe reakcje i działania. Przede wszystkim jednak, możemy być w kontakcie z tym, co w dziecku się dzieje, z jego trudem – dać mu akceptację i empatię.
Co może pomóc w okresach wzmożonego napięcia emocjonalnego?
Łagodność – “miękki głos i miękkie ręce” zdarza mi się powtarzać sobie pod nosem, gdy wybieram się mediować w konflikcie. Miękkie ręce, którymi powstrzymam kierowane we wzburzeniu i frustracji ciosy, w odróżnieniu od tych rąk mocnych i szybkich, zmniejszają energię złości i niosą poczucie bezpieczeństwa. Miękki głos jest nośnikiem akceptacji i miłości.
Oczy, które go widzą i uszy, które słyszą – “Niewiele Ci mogę dać” myślę sobie czasem. Bo zdarza się, że na tu i teraz, przypuśćmy godzinę 16:30, mogę, serio, niewiele. Zmęczona, z niemowlakiem na rękach, wyglądająca powrotu męża. Ale mogę Cię usłyszeć i mogę Cię widzieć – a to wcale niemało. Mogę pokazać, że to, o czym mówi dziecko i czego pragnie, traktuję poważnie, że chcę to uwzględnić. W sytuacjach, w których trudno dorosłym wyjść naprzeciw dziecięcym potrzebom, łatwo przychodzi nam dystansowanie się, zrywanie kontaktu. Chcę pamiętać, jak wielka jest różnica pomiędzy zniecierpliwionym: “Przecież widzisz, że nie mogę” a “Och, a Ty chciałbyś”.
Kontakt fizyczny, masaż, siłowanki – im więcej napięcia emocjonalnego, tym bardziej warto spoglądać z uwagą na to, co dzieje się w ciele. Kontakt fizyczny można oferować różnie, w zależności od temperamentu i upodobań konkretnego dziecka (i naszych). Kilkulatek nie zawsze gotowy jest przyjąć przytulenie. Często czytam o przytuleniu jako strategii stosowanej by ukoić złość. Hej, nie wiem jak Wy, ale ja nie mam ochoty się do nikogo w złości przytulać. Złość jest emocją dystansującą i nawet jeśli jest wołaniem o kontakt, to rzadko od razu idzie z nią w parze otwartość na bycie utulonym.
Napięcie w ciele dobrze redukują zabawy siłowe. Wspólne turlanie się, zabawa w “Ja cię zamknę w moich ramionach, a Ty się uwolnij”. Walki na miecze (w których teatralnie raz po raz umieram). Całą masę pomysłów proponują DeBenedet i L. Cohen w książce Siłowanki.
Moc ma też masaż. Głęboki docisk, naprzemienne uciskanie rąk, nóg, ramion i głowy niesie wyraźne, często natychmiastowe efekty. Lubię patrzeć i czuć pod palcami, jak ciało dziecka się rozluźnia, jak staje się swobodne.
Akceptacja i zrozumienie dla obranych przez dziecko strategii – Anita Janeczek-Romanowska pokazała mi ostatnio, że to, co dla dorosłego trudne (na przykład pogryzione rękawy, poobgryzane paznokcie), to nie zachowanie do wyeliminowania. Nie coś, czego trzeba możliwie szybko się pozbyć. Nauczyła mnie patrzeć na takie strategie, nie jak na coś problematycznego, ale jak na “coś, co pomaga”. Pomaga poczuć się lepiej, zredukować napięcie, wrócić do równowagi. Ta zmiana perspektywy pozwala widzieć dziecko, nie jako takie, które sobie nie radzi, ale jako kogoś kompetentnego, zdolnego znaleźć rozwiązanie, które mu służy spośród opcji, które są mu dostępne. Dorosłemu daje to luz i pozwala nie potęgować napięcia nerwowymi ruchami. Jeśli moje dziecko ma dziś taki pomysł, że czekolada poprawi mu humor – dam mu czekoladę, równocześnie pracując nad tym, by dostarczać mu innych opcji, innych pomysłów na łapanie równowagi. Jeśli jakieś dziecko reaguje na stres obgryzaniem paznokci, nie będę zalecała smarowania mu ich “Gorzkim paluszkiem”, ale poszukam z jego rodzicami strategii, które mogą dziecku pomóc rozładować napięcie.
Zabawa – taka, w której podążamy za dzieckiem. Niekoniecznie ze scenariuszem i nieprzekraczalnymi zasadami gry. Zabawa, w której to dziecko jest szefem, często polegająca na wielokrotnym odgrywaniu jednej sceny. Ten rodzaj zabawy dla rodziców bywa… niesamowicie nudny. Jeśli więc dziecko proponuje zabawę i ona Cię nuży – z dużym prawdopodobieństwem idzie w dobrą stronę.
Wysiłek fizyczny – napięcie można wybiegać, wyskakać i wykopać. Dobre są do tego swobodne zabawy na świeżym powietrzu, długie spacery, wszelkiego rodzaju kąpiele i atrakcyjne dla dzieci place zabaw. Dzieci chętnie podejmują zachowania na granicy ryzyka – skaczą z wysokości, wdrapują się na drzewo, zbiegają ze stromej skarpy.
Mój trzylatek najwyraźniej ostatnio przechodzi jakiś okres napięć. Są na tyle burzliwe, że zostaliśmy wezwani na rozmowę do przedszkola (przedszkola, w którym krzesełko za karę, a naklejka w nagrodę są na porządku dziennym). Artykuł spadł mi jak z nieba. Dziękuję. Zatem we środę wspólnie z panią z przedszkola spróbujemy zastanowić się, jak pomóc maluchowi. Obawiam się jednak, że nasze strategie mogą się bardzo różnić. Chciałabym się przygotować psychicznie i merytorycznie. Zatem powrót do źródeł!
Karne krzesła i naklejki w nagrodę. same w sobie generują sporo napięcia. Cieszę się, że tekst jest pomocny :) Życzę dobrych owoców rozmowy.
Dziękuję za ten artykuł. Uratował mnie w dzisiejszy ciężki poranek. Naprawdę.
A co jeśli reakcją na pojawienie się młodszego rodzeństwa u 4 latki jest niesamowita zazdrość, agresja wobec młodszej siostry w postaci ciągnięcia jej za co się da, silne przytulanie jej, nie rzadko agresji wobec rodziców i pomimo poświęcania starszej mnóstwa uwagi, rozmów i wspólnych zabaw efektem jest u niej frustracja i często silne napięcie? Jak sobie z tym poradzić? Dodam, że trwa to już 7 miesięcy.
Trwa i trwa i wydaje się, że nie minie, prawda? I trochę tak jest, że sytuacja sprzed narodzin drugiego dziecka nie wróci. Ale może wrócić równowaga. Tylko trzeba na to czasu. Czas, wsparcie, akceptacja tego, że w rodzinie zaszła zmiana na trwałe mogą być pomocne.
Chcemy dać dzieciom czas, uwagę, żeby zapewnić o miłości i wyjść naprzeciw potrzebom (i warto), ale to nie zmienia tego, że wyłączność została utracona. Potrzeba czasu, żeby to opłakać i wyzłościć.
Na dziś, jak mnie Pani pyta, jak sobie z tym poradzić, to przychodzi mi do głowy troska o samych siebie (rodziców, dorosłych) i akceptacja tego, jak jest.
Bardzo dziękuję za odpowiedź :-)