Po co dzieciom złość?

Towarzyszenie dzieciom, które się złoszczą, to dla dorosłych zawsze pewne wyzwanie. W zależności od wieku, możliwości rozwojowych i inwencji własnej, złoszczące się dzieci: tupią, krzyczą, piszczą, uderzają, plują, drapią, wycofują się, zrywają kontakt, zanoszą się płaczem albo niszczą to, co wpadnie im w ręce. Już sama ta lista może podnieść ciśnienie. A gdy znajdziemy się w takiej sytuacji, dochodzi jeszcze ryzyko, że się tą złością zarazimy, bo złość jest potwornie zaraźliwa. Ci, którym uda się nie zarazić, lądują czasem na drugim krańcu skali – gdzieś w bezradności, bo złoszczącemu się dziecku często trudno jest pomóc.

W towarzyszeniu dzieciom, które przeżywają złość oraz ich zaniepokojonym rodzicom, pomaga mi bardzo świadomość, że ta złość ma do spełnienia swoją rolę. Ma swój sens i kontakt z nią jest bardzo cenny. Na co dzień trudno nam to dostrzec, bo na pierwszy plan wysuwa się raczej to, jak kłopotliwy jest kontakt z dziecięcą złością, a nie jej rola i sens.

Złość to komunikat. Lubię traktować złość jako informację, czytać z niej to, co dziecko chce przekazać. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, złość nie jest zerwaniem kontaktu, ale właśnie próbą jego nawiązania, gdy inne sposoby zawiodły. Być może, wcześniejsze komunikaty były zbyt subtelne, może gdzieś zbłądziły, nie zostały usłyszane. Może być też tak, że wydarzyło się coś, co sprawiło, że dziecku natychmiast włączył się sygnał alarmowy, dlatego jego reakcja jest tak silna.

Złość niesie siłę do ochrony siebie. U dzieci złość, a szczególnie agresja, skierowana w stronę dorosłego często świadczy o tym, że granice dziecka zostały jakoś naruszone. Zdarza się, że jako rodzice robimy to świadomie i z wzięciem za to odpowiedzialności (jak wtedy, gdy interweniujemy, żeby dziecko ochronić przed niebezpieczeństwem albo zapobiec zniszczeniu czegoś). Często jednak robimy to nieświadomie. Złość to informacja, że warto się cofnąć o krok i przyjrzeć temu, co się zadziało. Być może nasze zachowanie było naruszające, a złość pojawiła się po to, by chronić integralność dziecka. Złość pozwala chronić granic, tożsamości, integralność, daje siłę do wyrażenia sprzeciwu.

Kiedy ktoś mnie popycha, przekracza moją fizyczną granicę, dotyka mnie, choć nie chcę by mnie dotykał – pojawia się złość, jako emocja ochronna. Brak kontaktu z własną złością może prowadzić do poczucia bezsilności, do poczucia bycia niezdolnym, by chronić się i o siebie zadbać.

Złość to także pierwszy etap przeżywania straty. Isabelle Filliozat pisze: „Kiedy dziecko złości się ponieważ nie może czegoś otrzymać, jego emocje pozwalają mu odbudować się i… zaakceptować frustrację” (I. Filliozat, W świecie emocji dziecka). Złość pomaga więc pogodzić się ze stratą. Kolejne etapy przeżywania straty to:

  1. Odmowa
  2. Złość
  3. Negocjacje
  4. Smutek
  5. Akceptacja

Jeśli dziecku bardzo na czymś zależało, akceptacja nie może pojawić się zanim nie pojawi się złość. Rodzice czasem szukają takich sposobów, jak sprawić, żeby dzieci mniej protestowały, wyrażały mniej niezgody i frustracji. “Co zrobić, by nie krzyczał w sklepie, gdy odmówię mu zakupu cukierków/batoników/lodów/samochodzików?”, „Jak odzwyczaić dziecko od wieczornych karmień, żeby nie spędzać godziny na kojeniu jego frustracji?”, „Jak sprawić, żeby dziecko przestało być agresywne wobec nowonarodzonego brata?” Problem w tym, że tego zrobić się nie da. To nie oznacza, że mamy się na wszystko zgodzić (chociaż możemy zgodzić się na wszystko, na co mamy wewnętrzną zgodę), ale że kiedy odmawiamy czegoś dziecku, to musimy liczyć się z tym, że odpowiedzią na nasz sprzeciw może być frustracja i że dziecko będzie potrzebowało naszego wsparcia, by wrócić do równowagi.

Opowieść o parterze i piętrze, czyli dlaczego dzieci idą na całość?

Aby lepiej zrozumieć dziecięcą złość, dobrze wiedzieć, jakie obszary mózgu odpowiadają za jej przeżywanie i regulację. Chcę tu posłużyć się modelem Daniela Siegela, psychiatry, popularyzatora wiedzy o funkcjonowaniu i rozwoju mózgu. Siegel mówi o parterze i piętrze mózgu. Parter to bardziej prymitywne części mózgu – pień mózgu i obszar limbiczny, czyli dolna połowa mózgu. Rodzimy się z dobrze rozwiniętym parterem mózgu, odpowiada on za najważniejsze operacje: silne emocje, instynkty i podstawowe funkcje organizmu, takie jak oddychanie czy trawienie. Działa niezwykle szybko, zazwyczaj nieświadomie. Piętro to z kolei  to ta część domu, która dopiero się buduje, kształtuje rozwija, tworzy je kora mózgowa. Odpowiada za procesy myślenia, planowania, przewidywania, rozważania konsekwencji działań, rozwiązywania problemów, oraz za kompetencje emocjonalne, społeczne, relacyjne.

Podczas gdy parter jest gotowy już wtedy, gdy się rodzimy, piętro buduje się aż do 24. roku życia! Czyli mózg dziecka nie jest jeszcze dojrzały, nie jest ukończony. Szczególnie te jego partie, które mają odpowiadać za zarządzanie reakcjami emocjonalnymi.  

To dlatego małe dzieci, dwu-, trzy-, czterolatki, gdy przeżywają silne emocje krzyczą, piszczą, tupią, rzucają przedmiotami, gryzą, szlochają, nie mogą złapać tchu, i dlatego tak trudno im pomóc. One nie mają jeszcze rozwiniętych struktur, które mogłyby im pomóc w byciu w równowadze w obliczu zawodu, utraty czegoś lub poczucia naruszenia granic.

To dlatego pięcio- i sześciolatki przekrzykują nas, tupią, odmawiają dialogu, mówią, że nie ruszą się z miejsca i nie zrobią czegoś za nic w świecie, obwiniając nas, rodziców, za całe zło świata i nie widząc rozwiązania swojej trudnej sytuacji.

To dlatego nastolatki, choć już zwykle nie gryzą i nie drapią, trzaskają drzwiami i serwują rodzicom odpowiedzi, które dalekie są od wyważonych asertywnych komunikatów o sobie i swoich potrzebach.

U tych młodszych dzieci brakuje sprawnie działającego piętra, na którym takimi procesami mózg zarządza, u starszych, to piętro dopiero się buduje, organizuje, uczy współdziałać z parterem. To powoduje, że trudno o zrównoważenie.

Co to oznacza dla nas rodziców? Możemy być ich piętrem, póki go nie mają. Używając języka biznesu, powiedziałabym, że dzieci mogą sobie te procesy regulacji u nas, rodziców, outsource’ować. A więc swoim towarzyszeniem, pełną miłości i akceptacji obecnością, możemy pomagać dzieciom się wyregulować. Nasza obecność, szczególnie jeśli uda nam się zachować równowagę, jest dla dziecka sygnałem, że jest bezpiecznie: “Z tą złością można sobie poradzić”, „Można się z nią spotkać i sprawdzić, o co jej chodzi”.

Złość jest informacją, jest siłą, która ma nam służyć, byśmy mogli zatroszczyć się o siebie i o to, co dla nas ważne.

Pozostańmy w kontakcie!
Zostaw swoje imię i adres e-mail, a zapiszę Cię na mój newsletter. Dzięki temu dowiesz się o nowych wpisach na blogu i innych wydarzeniach.
Twoje imię:
Adres e-mail: