Jeśli nie kary, to co?

Po cyklu facebookowych wpisów o wychowaniu bez nagród i kar, dostaję od Was wiadomości, za które jestem bardzo wdzięczna. Gdyby scalić je w jedną, mogłaby brzmieć tak:

„Mam jasność, że nie chcę stosować kar ani wprost, ani pod przykrywką konsekwencji. Mam jednak wątpliwości odnośnie tego, co robić zamiast tego. Jak reagować? Na czym takie wychowanie polega?”

Stąd pomysł na ten tekst, by dać więcej informacji o tym, na czym takie rodzicielstwo polega. Chciałabym wyjść od tego, że brak nagród i kar nie jest celem samym w sobie. To tylko środek, to tylko pewna perspektywa, którą chcemy pokazać, jako wspierającą. Myślę, że warto mieć to na uwadze i nie fiksować się na tej bezkarności, na ciągłym nerwowym zastanawianiu się, czy to co robię to już kara, czy jeszcze nie, by nie zawieszać się w poczuciu winy, że zdarza się nam zareagować nie tak, jak byśmy chcieli. Wszystkim się zdarza. W takim koncentrowaniu się na metodzie można stracić z oczu zarówno dziecko, jak i własne potrzeby.

Co zamiast?

To najczęstsze pytanie, zadawane w kontekście odchodzenia od nagród i kar: „czym je zastąpić?”. Rozumiem to pytanie, jako zastanawianie się nad tym, jakie konkretnie działania można podjąć w sytuacjach, w których przyzwyczajeni byliśmy do kary albo oferowania nagrody. Myślę, że wypływa ono z obawy przed bezradnością, przed brakiem narzędzi i przed tym, by nie zrobić zbyt mało. Albo innymi słowy: z troski, by zrobić to, co do mnie – rodzica – należy. Operując na konkrecie, jest to pytanie, o to, co zrobić wtedy, gdy w poczekalni u lekarza, w kąciku zabaw, na usta w rodzicowi ciśnie się: „Jak nie pozbierasz tych klocków, to więcej nie będziesz mógł się nimi bawić?”, albo: „Jak ładnie pokażesz ząbki, to potem pójdziemy na lody”.

Odpowiedź na te pytania trudno zawrzeć w jednym zdaniu, dlatego, że wychodzę z założenia, że nie ma recept, czy strategii, które są rozwiązaniem na wszystkie sytuacje. I choć kary i nagrody mogą zdawać się takimi obiecującymi praktykami, one też, czego pewnie niejednokrotnie doświadczyliście, wcale nie zawsze działają tak, jakbyśmy oczekiwali. Czasem dużo większe znaczenie od tego, co robimy, ma to, czego nie robimy – czyli zaprzestanie robienia tego, co ma dla relacji, dla dziecka i jego rozwoju niekorzystne skutki.

Rozumiem jednak tę obawę przed bezradnością i chcę jednak podsunąć takie kroki, które można podjąć zawsze, niezależnie od sytuacji. Chcę o nich napisać także dlatego, by pokazać, że takie rodzicielstwo nie polega na lenistwie i „nicnierobieniu”. Nie chodzi w nich też o to, by w ramach troski o swoje dziecko ignorować własne granice i potrzeby, czy też potrzeby otoczenia. Wręcz przeciwnie – to rodzicielstwo, które wymaga zaangażowania i rozwoju. W relacji z dziećmi, rezygnując z kar i nagród, mamy szansę nauczyć się zupełnie nowych rzeczy – o sobie, o dzieciach i o relacji. 

Jeśli nie kary, to co?

  • Sprawdzenie, o co mi chodzi

Pierwsze działanie, które warto podjąć, to kontakt z samym sobą i sprawdzenie: o co chcę zadbać? O co mi chodzi? O co chcę się zatroszczyć?

Różne znajdziemy odpowiedzi. Może chcemy zatroszczyć się o bezpieczeństwo, może o dziecko, o jego rozwój, o to, by się czegoś nauczyło, może chcemy wziąć pod uwagę granice innych ludzi, albo dbamy o to, by coś się nie zniszczyło. Czasem być może dojdziemy do wniosku, że pomysł zaordynowania kary wypływa z chęci poradzenia sobie z własnymi emocjami i napięciem, jakie mamy w danej sytuacji. Sprawdzenie, o co mi chodzi, pomaga nie działać na oślep. 

Mogę wtedy też sprawdzić, czy mam jakieś inne strategie na zadbanie o swoje potrzeby niż oczekiwanie, że dziecko zmieni swoje zachowanie. 

Mogę sprawdzić, czy rzeczywiście trzeba działać szybko, czy można spokojnie i łagodnie.

I wreszcie, mogę rozeznać, czy pomysł, który mi przyszedł do głowy rzeczywiście posłuży realizacji mojego celu.

  • Sprawdzanie, o co chodzi dziecku

To drugi pomysł na to, w co ukierunkować swoją energię zamiast wymyślania pouczających konsekwencji. Zamiast kary, warto sprawdzić, co leży u źródeł zachowania, czy problemu. Aby to zrobić, potrzebujemy zajrzeć pod warstwę zachowania, dotrzeć do emocji dziecka, do jego potrzeb, motywacji i przekonań. Potrzebujemy też uwzględnić moment rozwojowy dziecka, okoliczności, a szczególnie stresory, jakie towarzyszyły sytuacji. To może pomóc nam nie tylko zyskać więcej jasności, ale też znaleźć odpowiedź na pytanie, jakiego wsparcia może ono potrzebować. 

  • Zaufanie 

W tym wszystkim pomaga perspektywa, w której zakładamy, że dziecko zawsze ma dobre intencje. Czasem jego działania mogą być trudne do zrozumienia, mogą być kłopotliwe. Intencją dziecka nie jest jednak sprawianie kłopotu ani robienie na złość. 

  • Wsparcie

Jestem głęboko przekonana, że dzieci zamiast kary, potrzebują wsparcia. Zawsze. Poprzednie punkty, mogą pomóc nam ustalić, najpierw, w czym chcemy dziecko wesprzeć, a potem jakie konkretne działania będą dla dziecka wspierające.

Chcesz dowiedzieć się więcej? Zapraszam na bezpłatne webinarium, które poprowadzę razem z Agnieszką Stein. Zapisy: https://www.relacjabezkarinagrod.pl/mity/