Co warto czytać dzieciom – „Jano i Wito w trawie”

Tym tekstem otwieram wymarzoną już od dawna serię wpisów poświęconą ważnym dla mnie książkom i książeczkom. Często inspiruję się internetowymi recenzjami i zestawieniami, więc z chęcią dorzucę swoje odkrycia. Będzie o książkach dla dzieci i dla rodziców. Dla najmłodszych (0-3), przedszkolnych i starszych dzieci. Ze względu na zróżnicowany wiek moich dzieci, interesują mnie teraz bardzo różne książki. Szczególnie zachłannie spoglądam w kierunku książek dla niemowląt i małych dzieci. Od czasu, gdy moi synowie z nich wyrośli pojawiła się ich cała masa.

Wybierając książeczki dla dzieci, staram się podążać nie tylko za ich zainteresowaniami, ale także za swoim wyczuciem. Starannie dobieram to, czym je karmię. Po części dlatego, że widzę literaturę właśnie jako pokarm, mam świadomość, że te lektury w jakiś sposób ich kształtują. Ale robię to także… dla siebie samej. Jeśli mam jakąś książkę czytać kilkadziesiąt razy lub kilkadziesiąt minut dziennie, chcę by sprawiało mi to przyjemność. By mnie ciekawiło,  poruszało, bawiło. By było piękne, ważne lub dowcipne. Wtedy jestem autentycznie zaangażowana w to, co czytam.

Dawno nie byłam tak podekscytowana odkryciem książkowym, jak wczoraj, gdy przeczytałam po raz pierwszy “Jano i Wito w trawie” Wioli Wołoszyn z ilustracjami Przemka Liputa (Mamania 2017). To książka do czytania z najmłodszymi czytelnikami, wspierająca rozwój mowy. Takiej właśnie szukałam.

Jest piękna. Strony wypełnione bielą są jasne i przejrzyste. Lekkie. Ilustracje oddają charakter opowieści.
Jest w niej tajemnica.
Jest opowieść, która intryguje i wciąga tak, że nie chce się od niej odrywać aż do samego końca. A gdy skończyłam czytać, miałam ochotę zacząć od nowa.
Jest niespodzianka – jeden przedmiotów na ilustracji ma inną teksturę. Można go więc nie tylko oglądać, ale i poczuć pod palcami. Moje dziecko odkryło to przede mną. Lubię takie ukryte detale. Dotykanie książek jest dla niemowląt chyba jeszcze ważniejsze od ich słuchania i oglądania.

Jano i Wito znajdują kamień, który sprawia, że stają się całkiem maleńcy. Wszystko wokół staje się baardzo duże. Aby powrócić do domu, chcą znowu dotknąć kamień. Żeby jednak to zrobić, trzeba go najpierw znaleźć.

Autorka, Wiola Wołoszyn, jest logopedą. I ten fach w książce czuć. Opowieść daje wiele okazji do stymulujących rozwój mowy: ćwierkania, cykania i kicania. Potrzebna mi była taka inspiracja, a mała czytelniczka była absolutnie zachwycona.

I jeszcze coś: Jeśli macie w domu dzieci, które uczą się czytać, warto im tę książkę podsunąć. Wiele wskazuje na to, że będzie dla nich frajdą.

Pozostańmy w kontakcie!
Zostaw swoje imię i adres e-mail, a zapiszę Cię na mój newsletter. Dzięki temu dowiesz się o nowych wpisach na blogu i innych wydarzeniach.
Twoje imię:
Adres e-mail: