Skąd tyle złości w rodzicu?

Złość jest doświadczeniem wspólnym nam wszystkim: dzieciom, dorosłym, kobietom i mężczyznom, bezdzietnym i rodzicom. Nieodłączną częścią życia. A w relacji z dziećmi tej złości pojawia się szczególnie wiele. Rodzice, których spotykam w swojej pracy, mówią, że złość jest jednym z najtrudniejszych doświadczeń w rodzicielstwie.

Jak sobie radzić ze swoją złością, by nie krzywdziła ona innych i nas samych? Moja propozycja jest taka, by jak najlepiej się ze swoją złością zaznajomić. A może nawet zaprzyjaźnić, bo złość, jak każda emocja, ma sens i pełni ważną rolę w naszym życiu i relacjach.

Dlaczego tak łatwo zezłościć się w relacji ze swoimi dziećmi?

Obiecuję sobie, że będę mniej się złościć, a nie minie pięć minut i znowu słyszę, że miejsce łagodności zastępuje podniesiony ton głosu. Ciągły bałagan doprowadza mnie do szału. Chodzę i zrzędzę, nie mogę się pohamować, choć wiem (już tyle razy to przetestowałam), że nic tym nie zdziałam.

Widzę, że moje dzieci są w konflikcie i potrzebują wsparcia. Zamiast tego krzyczę, by się natychmiast uciszyły, dodając, że w tym domu ani przez kwadrans nie może być spokojnie. „Czy mógłbyś nie wrzeszczeć? – wrzeszczę do swojego dziecka, zirytowana jego silnymi reakcjami.

Znacie tego rodzaju sytuacje? Ja znam. Niektóre są mi nawet bardzo bliskie. Nie wiem, czy istnieje bardziej złościorodna relacja od tej z własnymi dziećmi. Dlaczego?

  • To relacja, w której nie ma równowagi pomiędzy dawaniem i braniem. Jesteśmy w ciągłej dyspozycyjności, by wspierać, opiekować, dawać empatię, za którą, ze względu na charakter relacji i moment rozwojowy dziecka, nie możemy spodziewać się empatii, wdzięczności i troski. Ta nierównowaga często trwa całymi dniami, bo będąc sam na sam z dzieckiem lub dziećmi trudno znaleźć sposobność, by zadbać o siebie. A nasze akumulatory nie są nieskończone i zasoby stopniowo się zużywają.
  • To relacja, w której niesiemy wiele odpowiedzialności i w której potrzeba czujności, uważności, przewidywania i zapobiegania, aby uchronić dzieci od zagrożeń. Od poczucia zagrożenia już tylko krok do złości (o tym za chwilę).
  • Dzieci uczą się tego, że inni ludzie mają granice (i że one same je mają) w kontakcie z nami, niestrudzenie je naruszając. Złość jest komunikatem, że nasze granice zostały przekroczone.
  • Do złości prowadzi też przekonanie, że możemy mieć kontrolę nad zachowaniami drugiego człowieka. W relacji z dziećmi często się w nie zapędzamy: chcemy by one robiły to, co powiemy, by widziały świat tak, jak my widzimy. Tymczasem, nie sposób mieć kontrolę nad kimś drugim, dzieckiem czy dorosłym, więc taki cel nieuchronnie wystawia nas na frustrację, rodzi napięcie. Wtedy złość przychodzi, jako jeden ze sposobów rozładowania nadmiernego napięcia emocjonalnego.

Jest nam trudno z własną złością także dlatego, że większości z nas, jako dzieciom,  nie było wolno się złościć. Mamy więc mało doświadczeń przeżywania złości, w których ktoś by usłyszał to, co się z nami dzieje i to zaakceptował. Nie przestraszył się, nie stłumił, ale pomógł zrozumieć i wrócić do równowagi. W związku z tym, wielu z nas stara się swoją złość ukryć, nie dostrzegać jej, przez co nie czyta płynących z niej komunikatów. A ignorowana złość nie znika. Ona czeka by wybuchnąć, albo narasta w środku i wyrządza tam szkody.

O czym mówi złość?

Złość jest komunikatem, płynącym z ciała, który ma nas chronić. Mówi:

  • o tym, że wydarzyło się coś, co nam zagraża (a dokładnie, co my zinterpretowaliśmy jako zagrażające). Złość ewolucyjnie ma chronić życie, zapewnić nam przetrwanie.
  • o tym, że nasze potrzeby są niezaspokojone.

Jest więc sygnałem, że warto się o siebie zatroszczyć, że wydarzyło się, coś co wymaga podjęcia działania, albo, że tak się nadwyrężyliśmy, że potrzebujemy odpoczynku, doładowania, empatii, wsparcia, zadbania o siebie.

Gdy więc złości się drugi rodzic, zamiast go dyscyplinować, dajmy mu empatię, wsparcie, dajmy mu chwilę dla siebie. Zobaczmy tę złość, jako sygnał, że możliwości optymalnego działania zostały przekroczone: przez okoliczności, przez zmęczenie, stres, wyczerpanie, albo w związku z interpretacją tego, co się dzieje.

Gdy to my się złościmy, nie zatrzymujmy się na wyrzutach sumienia. Uznajmy tę złość, dajmy jej kawałek miejsca. Zajrzyjmy pod tę nią, by sprawdzić, czego nam potrzeba. My, rodzice – matki i ojcowie – do perfekcji opanowujemy często umiejętność odraczania swoich potrzeb. Tego wymaga od nas życie z jednym, dwojgiem albo kilkorgiem dzieci. Z czasem możemy tak świetnie nauczyć się je odraczać, że przestajemy je w ogóle dostrzegać. To igranie z silną złością.

Kluczem jest to, co pomyślisz

Złości nie powoduje to, co się dzieje. Nie wywołują jej wyłącznie okoliczności, ale to, co my o nich pomyślimy, jak je zinterpretujemy. Mówi się o nich często, jako o „myślach-zapalnikach”. Stres i napięcie to materiał wybuchowy, a myśl jest jak lont, zapalnik, którego odpalenie powoduje wybuch (za: M. McKay, P. Fanning, K. Paleg, D. Landis „Kiedy twoja złość krzywdzi dziecko”).

Wyobrażam sobie rodziców, których zezłościłoby to, że dzieci chodzą po stole, skaczą z niego, kucają na nim, grając w planszówki. Mnie nie złości. Ja mam na to otwartość, tak długo jak długo nie stoi na tym stole mój talerz. Mam zgodę na to, by stół był stołem, gdy jemy i żeby był Sokołem Millenium, po obiedzie. Mamy różnie, widzimy te same zdarzenia różnie, bo niesiemy w sobie inne doświadczenia, przekonania i (być może) inne rzeczy są dla nas ważne.

Złości służą wszelkie myśli, które przypisują innym ludziom złe intencje, złą wolę:

  • „Nie szanuje mnie!”
  • „Nigdy nie dotrzymuje słowa. Nie można się z nią na nic umawiać”
  • „Myśli tylko o sobie, z nikim się nie liczy”
  • „Robi to specjalnie by mnie zdenerwować/postawić na swoim”.
  • „Co ja zrobiłam nie tak, że oni się tak zachowują?”

Na zimno możemy mieć nawet świadomość, że to są myśli, które nie są prawdziwe, nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości. A jednak, przy tak silnym pobudzeniu, jakie związane jest ze złością, wydają nam się prawdziwe i za nimi idziemy.

Takie myśli można zmieniać, modyfikować, podważać, konfrontować, ale nie wtedy gdy jesteśmy w silnych emocjach lecz wtedy, gdy jesteśmy spokojni, zrelaksowani (choćby względnie). Nasze myśli-zapalniki mają to do siebie, że powracają, są czymś względnie stałym. Warto znaleźć te, które wywołują naszą złość i próbować je modyfikować.

Aby to robić, warto najpierw na chwilę zatrzymać się przy samych faktach. Bez oceny powiedzieć sobie o tym, co się wydarzyło. Na przykład: „Zostały trzy minuty do wyjścia z domu a moja córka siedzi na środku pokoju w piżamie i jednej skarpetce i bawi się lalką”.

A dopiero za chwilę zadać sobie pytanie:

  • O co chodzi mojemu dziecku?
  • O co ono stara się zadbać?

W tym tekście chciałam pokazać skąd bierze się złość, dlaczego tak wiele jej w rodzicielstwie i jak traktować ją, jako komunikat o czymś ważnym. Złość, niesie ze sobą dużą energię. Gdy jej siła narasta, może stać się krzywdząca, naruszająca dla bliskich nam ludzi lub dla nas samych. Dlatego potrzebujemy rozpoznać ją i reagować wcześniej, zanim nas opanuje. O tym, co może być w tym pomocne napiszę, jeśli chcecie, kolejny tekst.

A już dziś zapraszam na moje webinarium o złości, które odbyło się w kwietniu, ale można uzyskać dostęp do nagrania: http://gosiastanczyk.pl/sklep/?product=webinarium-zlosc-rodzica-gosia-stanczyk-dostep-do-nagrania

 


Pozostańmy w kontakcie! Zostaw swoje imię i adres e-mail, a zapiszę Cię na mój newsletter. Dzięki temu dowiesz się o nowych wpisach na blogu i innych wydarzeniach.

Chwalić, błyszczeć, zwyciężać – o mitach wokół poczucia własnej wartości

Rodzice i specjaliści są na ogół zgodni odnośnie tego, że poczucie własnej wartości jest ważne, że jest czymś, czego chcemy dla swoich dzieci. Funkcjonuje jednak wiele nieporozumień, związanych z tym, co sprzyja jego rozwojowi. Zebrałam je poniżej. Mierząc się z tymi mitami, staram się też wyjaśnić, czym jest poczucie własnej wartości. Temu, co je karmi, poświęcę oddzielny tekst.

Mit 1: Chwaląc, karmię poczucie własnej wartości mojego dziecka. Czytaj dalej Chwalić, błyszczeć, zwyciężać – o mitach wokół poczucia własnej wartości

Próba sił, czyli o tym, co utrudnia współpracę

Próba sił, czyli o tym, co utrudnia współpracę

Co mogę zrobić, by dziecko zechciało ze mną współpracować? – to jedno z ważnych pytań, które stawiają sobie zaangażowani rodzice i nauczyciele. Z tym, że pod słowem współpraca, dorośli nierzadko rozumieją: by zawsze słuchało, gdy mówią, że ma coś zrobić, albo czegoś nie robić: by bez ociągania się sprzątało, zjadało wszystko z talerza, odrabiało lekcje i bez marudzenia chodziło spać o podyktowanej przez dorosłych porze. To taka wizja, która kojarzy mi się ze współpracą na zlecenie, gdy jedna z osób jest decydentem a druga wykonawcą. Jedna ze stron przejmuje całą odpowiedzialność i nadzoruje jedynie wykonywanie zadań. Przed taką relacją dzieci się wzbraniają. Czytaj dalej Próba sił, czyli o tym, co utrudnia współpracę

Fascynujące książki popularnonaukowe dla dzieci (i rodziców)

 

Jedną z moich ulubionych radości związanych z dzieleniem życia z trójką dzieci jest możliwość regularnego, intensywnego obcowania z literaturą dziecięcą. Dzisiaj pokażę kilka naszych hitów z rodzaju popularnonaukowych. Czytaj dalej Fascynujące książki popularnonaukowe dla dzieci (i rodziców)

Moc akceptacji

Wiele razy pisałam o przyjmowaniu dziecka takim, jakie jest, o akceptowaniu jego indywidualności, emocji, przeżyć, słów i potrzeb. Mam jednak poczucie, że samo: „zaakceptuj” niewiele pomaga.
Nasuwa wiele pytań: Co to znaczy akceptować? Jak się to robi? Czy wszystko, co robi dziecko jest do zaakceptowania? Czy akceptacja nie utrudnia rozwoju? Czy nie sprawia, że dzieci nie będą miały motywacji, by się doskonalić? Postanowiłam poświęcić akceptacji osobny tekst.  Czytaj dalej Moc akceptacji

Wrażliwe dzieci

Jest grupa dzieci, około 15-20 procent populacji, które można określić jako “wysoko wrażliwe”. Nie jest to grupa jednorodna. Pomiędzy wrażliwymi dziećmi występują duże różnice indywidualne. Dzieci wysoko wrażliwe, aby dobrze funkcjonować potrzebują dobrych, dostosowanych do ich potrzeb warunków. Oczywiście, wszyscy ludzie, by rozwijać się na miarę swoich możliwości także potrzebują optymalnych warunków, z tym że w przypadku wysoko wrażliwych, te widełki są szczególnie wąskie. Czytaj dalej Wrażliwe dzieci

Co warto czytać dzieciom – „Jano i Wito w trawie”

Tym tekstem otwieram wymarzoną już od dawna serię wpisów poświęconą ważnym dla mnie książkom i książeczkom. Często inspiruję się internetowymi recenzjami i zestawieniami, więc z chęcią dorzucę swoje odkrycia. Będzie o książkach dla dzieci i dla rodziców. Dla najmłodszych (0-3), przedszkolnych i starszych dzieci. Ze względu na zróżnicowany wiek moich dzieci, interesują mnie teraz bardzo różne książki. Szczególnie zachłannie spoglądam w kierunku książek dla niemowląt i małych dzieci. Od czasu, gdy moi synowie z nich wyrośli pojawiła się ich cała masa. Czytaj dalej Co warto czytać dzieciom – „Jano i Wito w trawie”

„Jak było w szkole?”, czyli o rodzicielskich próbach ciągnięcia za język

„Okej”, „dobrze”, „normalnie”, „nawet fajnie”, „spoko” – odpowiadają dzieci. A rodzice opowiadają, że im bardziej dopytują, tym większy opór napotykają ze strony dzieci. Jak rozmawiać z dziećmi, żeby chciały się dzielić swoim światem, opowiadać o swoich doświadczeniach i… co najważniejsze, by były gotowe przyjść poprosić o wsparcie, gdy tego potrzebują. Czytaj dalej „Jak było w szkole?”, czyli o rodzicielskich próbach ciągnięcia za język

Czego potrzebują dzieci po szkole?

Kiedy sięgam pamięcią do swojego dzieciństwa, wrzesień, kojarzy mi się z czystymi zeszytami, zapachem drewnianych kredek i miękkim, jesiennym słońcem. Wrzesień jest w szkole wyjątkowy. Czynią go takim naładowane baterie, wciąż jeszcze późne zachody słońca i radość, płynąca z wkraczania w kolejny etap. Listopad, to już wspomnienie krótkich dni, zmęczenia i obitego jabłka jedzonego gdzieś na korytarzu w przerwie między lekcjami.

Teraz prowadzę do szkoły swoje dziecko, dbam o czyste zeszyty i zapach kredek w jego piórniku, wiedząc że czeka je tam i entuzjazm, i radość, i przyjaźń, i stres, i zmęczenie. Dbam o to, by szkoła nie była całym życiem. By szkoła była szkołą, a dom był domem. Czytaj dalej Czego potrzebują dzieci po szkole?